Sans-serif

Aa

Serif

Aa

Font size

+ -

Line height

+ -
Jasne
Ciemne
Sepia

Eurowizja 2017: Lista największych rozczarowań

Konkurs Piosenki Eurowizji dostarcza nam co roku multum emocji. Część z nich jest bez wątpienia spowodowana pozytywnymi akcentami, jednak nie brakuje też wydarzeń niezrozumiałych. Tym drugim poświęcę ten właśnie artykuł!

Wśród komentarzy fanów po zakończonej 62. edycji Konkursu w Kijowie – nie brakuje rapsodii żałobnych nad losami konkretnych piosenek, problemami technicznymi czy nieobecnymi w tegorocznej stawce. Pochyliłem się nad tym tematem, tworząc swoją subiektywną listę pięciu największych faux pas które miały miejsce w ramach tegorocznego Eurowizyjnego szaleństwa.

  • Bramy finału zamknięte dla kosa i kochanków z Verony…

Aby jedni mogli być szczęśliwi, inni muszą cierpieć… ta prosta zasada sprawdza się jak ulał w trakcie Konkursu Piosenki Eurowizji. Z trudem jednak można było odnaleźć osoby, które z chirurgiczną precyzją przewidziały wycięcie z finałowej stawki Finlandii (pierwszy półfinał) oraz Estonii (drugi półfinał). Abstrahując od autonomicznego dla fanów sposobu definiowania czym jest kompozycja eurowizyjna, (dla jednych energiczna i możliwie prosta kompozycja w sam raz do obiegu radiowego, a dla drugich wybijająca się dojrzałością tekstową i melodyczną piosenka), przeważająca większość osób doceniała wartość muzyczną która stoi za obydwoma propozycjami. Sam należałem też do sporego grona fanów, którzy upatrywali w Blackbird oraz Veronie murowanych kandydatów do awansu, szczególnie mając okazje do obserwowania prób oraz konferencji prasowych z artystami odbywanych w Międzynarodowym Centrum Wystawienniczym. Zgadzało się praktycznie wszystko: delegacje obydwu duetów znakomicie dopracowały to co dzieje się na scenie, Norma John i Laura z Koitem w odróżnieniu od wielu swoich kolegów oraz koleżanek nie zaliczali wpadek wokalnych, a zgromadzeni w Centrum Prasowym dziennikarze oraz fani bardzo mocno dzielili się swoim wsparciem kiedykolwiek pojawiali się tam wyżej wymienieni. Stąd też dwunasta pozycja Finów (26 punktów brakujących do zajęcia dziesiątej lokaty) oraz czternasta Estończyków (17 oczek za mało aby zamknąć grono awansujących) była dla wielu osób zimnym kubłem wody spuszczonej na głowę. Wiele osób spekuluje nad różnymi drobiazgami które mogły wpłynąć na odbiór piosenek w ramach półfinałowych występów, jednak trudno oczekiwać abyśmy dotarli do jedynych właściwych wniosków. Gusta widzów z Europy oraz od trzech lat Australii są ciągle mocno nieprzewidywalne, jednak moim zdaniem nie ulega najmniejszej wątpliwości, że finał utracił w ramach takich rozstrzygnięć sporo muzycznej jakości.

  • … ale otwarte na oścież dla świateł miasta, jodłowania, no i po prostu miłości

W świetle poprzedniego punktu, mianem ekscentrycznych można nazwać decyzje co do piosenek które potencjalnie odprawiły z kwitkiem wyżej wymienionych. W przypadku pierwszego półfinału sporo można było zarzucić w szczególności Demy oraz Blanche. Przesympatyczna i piękna Greczynka nie radziła sobie wokalnie z This Is Love od samego początku swojego pobytu w Kijowie. Byliśmy świadkami wielu prób, aby ten stan rzeczy zmienić – jednak im dłużej byłem zmuszony z pobudek zawodowych do słuchania występów Demy, tym bardziej nabierałem przeświadczenia, że jej kompozycja pretenduje do miana jednej z największych klap tegorocznej Eurowizji. W idealnym więc świecie wylądowałaby miękko na dole półfinałowej tabeli. W spadaniu powinna towarzyszyć jej również Belgijka, która załamała się pod ciężarem ogromnych oczekiwań związanych z jej występem. Studyjna wersja City Lights (która notabene obecnie całkiem dobrze radzi sobie chociażby w Liście Przebojów Trójki) napawała optymizmem. Wysmakowana, nowoczesna popowa kompozycja, nie oparta o wytarte schematy, dopieszczająca muzyczne podniebienie wielu słuchaczy, szukających w muzyce często różnych elementów. Niestety od pierwszego kontaktu ze sceną, widać było, że mówiąc kolokwialnie coś tutaj nie gra. Po wyrazie twarzy wokalistki można było się domyśleć, że marzy głównie o tym aby jak najszybciej stamtąd uciec. Strach w oczach i przerażenie, przekładały się na wokalną formę, która pozostawiała ogromnie wiele do życzenia. Pożar próbowała gasić sama zainteresowana wraz ze swoją delegacją, rozdając  dziennikarzom kwiaty jako upominki towarzyszące spotkaniu z nią w ramach wywiadów. Aby oddać sprawiedliwość, Blanche również z występu na występ czuła się pewniej i małymi kroczkami poprawiała osiągi swojego głosu. To jednak dalej było stanowczo za mało, a dla mnie osobiście zdecydowanie za mało aby nawet myśleć poważnie o udziale w finale. Ostatecznie obydwie piosenki odnalazły tam swoje miejsce, co w ramach chłodnej kalkulacji nie dziwi. Jak dotąd Grecy nie awansowali do finału zaledwie raz, czyli rok temu. Belgia zaś wypracowała sobie mocny status, jeszcze przed przybyciem na Ukrainę. Kiedy jednak jako trzeci awansujący kraj w ramach losowej kolejności została wyczytana Grecja, a co jeszcze bardziej jako dziesiąty Belgia – moja frustracja przekroczyła swój graniczny punkt. Podobna historia dotyczy awansu Rumunii w drugim półfinale, który biorąc pod uwagę dzieje startów tego kraju w Eurowizji – nie zaskakuje, jednak pod kątem muzycznym budzi spory niesmak. Yodel It, kochane przez wiele osób jako bezkompromisowo radosny kawałek, oddający ducha Konkursu, było skazane na awans i tak się stało. Gorzej, że rykoszetem oberwała Estonia, a o miejsce w finale musiał drżeć chociażby świetny Nathan Trent z Austrii.

Blanche na oficjalnej próbie pierwszego półfinału / fot. David Ransted
  • Bieganie w powietrzu za zero punktów

Nowy system głosowania zasługuje na mnóstwo pochwał. Bez żadnych wątpliwości odświeżył, uatrakcyjnił, a co więcej uczynił Konkurs bardziej sprawiedliwym. Dzięki niemu wiemy lepiej, co o poziomie piosenek sądzą przedstawiciele jury, a co fani przed telewizorami lub monitorami komputerów. Nie oznacza to jednak, iż jest on perfekcyjny! O ile w tym roku nie mieliśmy już takich sytuacji jak ta w Sztokholmie z Michałem Szpakiem – gdzie rezonans pomiędzy gustem jury a publiki, zwalił z nóg wszystkich obserwujących to widowisko, to przestępstwa dokonali Ci drudzy. Rok temu zero punktów w televotingu otrzymała Gabriela Gunčíková, co słusznie zostało wybuczone przez fanów zgromadzonych w Globen Arena. W Kijowie ten absurdalny los spotkał wspomnianego wcześniej Austriaka, co wprawiło w sporą konsternację przeważającą większość obserwatorów Eurowizji. W tym przypadku jeszcze trudniej doszukiwać się racjonalnych przesłanek, bo wszelkie potyczki wokalne Nathan zaliczał w ramach prób: widzianych tylko przez dziennikarzy zebranych w Centrum Prasowym, albo tych relacjonowanych dla jury, aby Ci mogli dzień wcześniej rozdać już swoje punkty. Czy to powinno świadczyć o sile, jaką posiadają relacje dziennikarzy prosto z miejsca kluczowych wydarzeń? Nie przesadzałbym z taką tezą. To oczywiście dalej pozostawia otwarte pole do dyskusji, nie ograniczonej tylko do przypadku Trenta, bo zaledwie dwa punkty otrzymała w tym samym głosowaniu Australia, a moje osobiste zdumienie wywołało malutka liczba oczek (21) podarowana Armenii. Generalnie może też dziwić fakt, iż murowany faworyt do zwycięstwa Francesco Gabbani, zakończył rywalizację na dalekiej względem oczekiwań – szóstej lokacie. Został on ofiarą niedowartościowania w obydwu głosowaniach, a podobnie jak Kristian z Bułgarii oraz Salvador z Portugalii, wciągnięty w dziwne polityczne przepychanki wybranych krajowych jury. Do tego wątku jednak wrócę w obiecanym, osobnym artykule już niebawem!

  • Konferansjerka trzeszcząca w szwach

Nie każdy może być takim prowadzącym jak Petra Mede oraz Måns Zelmerlöw, jednak przeskok klas w Kijowie był niezwykle widoczny. Męskie trio w postaci Oleksandra Skichko, Volodymyra Ostapchuka i Timura Miroshnychenko osiągnęło cel jakim jest dobre poprowadzenie największego muzycznego wydarzenia na świecie. Często jednak można było odnieść wrażenie, że razem z producentami show, nieudolnie poszukiwali sposobu zbliżenia się do geniuszu jaki zaserwował Nam w Sztokholmie wyżej podany duet. Efekt? Wiele z rzuconych żartów, mogłoby szturmem uzupełnić listę sucharów Karola Strasburgera. Rozmowy przeprowadzane w tzw. green roomie często kulały z powodu braku charyzmy trzeciego z wymienionych panów. Nie lepiej wyglądały kwestie poszczególnych segmentów, które z pominięciem materiału ze szkolenia z Szwedem oraz odegrania na ludową modłę zwycięskich piosenek z przeszłości – były po prostu dosyć nudne i wstawione do scenariusza na siłę. Za dużo zachodu na tym wschodzie!

Nathan podczas próby generalnej drugiego półfinału / fot. David Ransted
  • I want you see… Russia goodbye!

Wielu fanów przyjęło pozytywnie decyzję o tym, że Yulia Samoylova nie zostanie wpuszczona na terytorium naszych wschodnich sąsiadów, co wiąże się oczywiście z brakiem możliwości występu w Kijowie. Owy werdykt Służby Bezpieczeństwa Ukrainy rozbudził długie dyskusje, w których najczęściej korespondowały ze sobą poglądy legalistyczne ze zdroworozsądkowymi. Nie ulega oczywiście najmniejszej wątpliwości, że prawa stanowionego przed dane państwo należy przestrzegać i Europejska Unia Nadawców nie posiada żadnej legitymacji aby się mu przeciwstawiać. Groteską jednak pozostaje to, w jaki sposób została poprowadzona sprawa przez kraj organizujący tegoroczną Eurowizję. Trudno bowiem traktować poważnie całą sprawę, kiedy dwa tygodnie po ogłoszeniu wokalistki reprezentantką Rosji – wspomniane wcześniej służby orientują się, że występowała ona na Krymie po jego aneksji przez sąsiadów, gorączkowo wpisując ją na istniejącą od lat listę osób z brakiem prawa do przekroczenia granicy z Ukrainą. Wyjątkowo absurdalnie przedstawiały się też komunikaty medialne argumentujące tą decyzję, w których Samoylova była przedstawiana jako jedna z osób szczególnie zagrażających bezpieczeństwu wewnętrznemu Ukrainy. W jaki sposób miałaby to robić chorująca od dzieciństwa na atrofię mięśni kręgosłupa i poruszająca się na wózku inwalidzkim Yulia… nie wiadomo. Koniec końców obydwa kraje stosując wobec siebie zagrania zachodzące w czystą polityczną propagandę, wmieszały Eurowizję w owe bagienko. Bagienko z którego w ostatnich latach, włodarze Konkursu chcą jak najbardziej to możliwe uciekać. Ogromna szkoda, że duch wydarzenia został tak mocno zraniony i nawet na tydzień czasu, obydwa państwa nie mogły wznieść się nad wszelkie konflikty. A komentarzy fanów, którzy przyrównywali sytuacje z Krymem do paradującego z wojskami Adolfa Hitlera, obozów koncentracyjnych i spadania bomby atomowej na Hiroszimę, z grzeczności nie zaszczycę komentarzem… dla ratunku szarych komórek.

A jakie sytuacje, Wy umieścilibyście w czołówce swoich rozczarowań? Zapraszam do pozostawiania komentarzy!