Sans-serif

Aa

Serif

Aa

Font size

+ -

Line height

+ -
Jasne
Ciemne
Sepia

Różnorodność zawsze w cenie… Austria wybrała Bueno!

Piąty tekst z serii Eurowizyjne Expresso przybliży wam sylwetkę oficjalnie zatwierdzonego reprezentanta Austrii!

Trudno wskazać państwo, które w ostatnim czasie na Konkursie Piosenki Eurowizji zalicza większe amplitudy niż Austria. Po znakomitej Conchicie Wurst, która na dobre stała się ikoną Eurowizji, przyszedł czas na The Makemakes, którzy przed własną publicznością, ostatecznie nie zdobyli żadnego punktu. Następny rok był rokiem Zoe Straub, która mimo symbolicznego dorobku punktowego u jury, swoim Loin d’Ici skradła serca telewidzów. Odmiennie: Running on Air Nathana Trenta z roku 2017 r. zostało przez fanów Eurowizji niemal zupełnie zignorowane, mimo całkiem obiecujących ocen profesjonalnych jurorów. Podium Cesara Sampsona z 2018 roku, zrównoważyła klapa w twórczyni ubiegłorocznej propozycji Paendy. Idąc śladem tej prawidłowości, rok 2020 powinien być dla Austriaków rokiem miodem i mlekiem płynącym. O tym, czy tak faktycznie będzie w przeważającej mierze zadecyduje dyspozycja Vincenta Bueno.

34-letni Vincent Bueno jest wokalistą filipińskiego pochodzenia, który od ponad dekady zajmuje ugruntowaną pozycję na austriackim rynku muzycznym. Mimo swych dalekowschodnich korzeni, przyszedł na świat i dorastał w Europie. Muzyka towarzyszyła mu właściwie od kołyski, gdyż jego ojciec był frontmanem lokalnego zespołu rockowego. W wieku 11 lat swobodnie posługiwał się: fortepianem, perkusją, gitarą akustyczną i gitarą basową. Cała jego edukacja, w której toku nabył również bogate doświadczenie aktorsko-taneczne, podporządkowana była rozwojowi Vincenta, jako muzyka.

O nim samym świat usłyszał po raz pierwszy w 2008 roku. Szturmem zawojował wówczas popularny austriacki program rozrywkowy Musical! Die Show., zdobywając w finałowej rozgrywce 67% z ogólnej puli oddanych głosów. Kilka miesięcy później wziął udział w lokalnym formacie Dancing with the Stars. Płynąc na fali swojego pierwszego sukcesu, wydał pierwszy niemieckojęzyczny album studyjny, zatytułowany: Step by Step. Bueno może się również pochwalić, posiadaniem w swoim dorobku twórczości w języku angielskim i filipińskim.

Również z punktu widzenia świata Eurowizji, Vincent Bueno nie jest postacią anonimową. W 2016 roku, wystąpił w austriackich preselekcjach: Wer singt für Österreich?, jednak jego kompozycja: All We Need is That Love, musiała wówczas uznać wyższość m.in. Zoe Straub, zajmując finalnie 6. miejsce.

Mimo pierwotnego niepowodzenia Vincent nie obraził się na Konkurs Piosenki Eurowizji, gdyż już rok później, jednak zdołał na niego trafić. Co prawda, tym razem nie jako reprezentant swojego kraju, w ścisłym tego pojęcia znaczeniu, a jako wokal wspierający Nathana Trenta. W przyszłym roku nareszcie otrzyma okazję, aby samodzielnie wziąć losy Austrii, we własne ręce.

Czego możemy spodziewać się po nim jako artyście w świetle fleszy? Pierwszym, intuicyjnym skojarzeniem, podczas dziewiczego zaznajamiania się przeze mnie z jego twórczością była myśl: filipiński Luca Hanni. Nie można zaprzeczyć, że 34-latek dysponuje fenomenalnym czuciem własnego ciała, przez co niemal każda prezentowana przez niego choreografia wygląda bardzo efektownie. Mimo iż przez niemal dekadę na scenie muzycznej, Bueno niejednokrotnie eksperymentował z preferowanymi stylami muzycznymi, odnoszę wrażenie, że chwytliwy dance jest tym, w czym Austriak czuje się najswobodniej. Nie będę zdziwiony, jeśli Vincent – mimo pochodzenia filipińskiego, nie zaś koreańskiego, postara się sprawiać wrażenie artysty zahaczającego w swojej kompozycji o akcenty k-popowe, gdyż bezsprzecznie ma ku temu warunki i predyspozycje.

Przewidywania przewidywaniami, a jak już zapewne zdążyliśmy się przyzwyczaić – na bardziej konkretne informacje dotyczące szczegółów występu Vincenta Bueno na Konkursie Piosenki Eurowizji w Rotterdamie, przyjdzie nam poczekać do marca, kiedy to Osterreischicher Rundfunk (ORF) rozwieje wszelkie wątpliwości, oficjalnie publikując utwór Alive, który zostanie zaprezentowany na deskach hali Ahoy. Na razie, pozostają nam tylko spekulacje!